Posty

Zbieramy wspomnienia: pierwsze ognisko.

Obraz
Hejka!
Wiecie co rodzice mi wczoraj zafundowali??
Ognisko! Takie prawdziwe! Wielkieee!!! Gorące. Syczące!! Pachnące!
Już tyle razy było w planach ale jakoś zawsze coś. A wczoraj spontanicznie jakoś tak wyszło. Piękna pogoda. Zero wiatru. Dobra forma. I się udało. Pierwsze w życiu, takie świadome ognisko zaliczone!
Kiedyś już byłam chwilkę na ognisku. Moja kochana ciocia Agata w moje urodziny już parę lat temu podobne zorganizowała. Ale to tylko rodzice opowiadają bo ja za bardzo nie pamiętam. Dlatego to jest tym pierwszym tak naprawdę.  No i takim pierwszym, które od podstaw rozpalałam.
A jak było?? Sami popatrzcie!


















Zupa dyniowa

Obraz
Lubicie zupę dyniową?

Ja tak średnio. Choć mama mówi że zdrowa.  Mama to w ogóle lubi te wszystkie zupy. Ja nie wiem.
No ewentualnie mogę jeść zupę ogórkową ( najlepiej u cioci Wiesi) i rosołek, no pomidorówkę czasem też.

No ale że jesień i dynie Babci obrodziły to mama nas tą dynią karmi.
A ja z nią gotuje :)
A to lubię bardzo.
Wtedy jakoś też to jedzonko lepsze czy coś.
Nie żebym coś do mamy gotowania miała :-p hihi

Zresztą to takie zwykłe gotowanie też nie jest.
Mama to zawsze musi przemycić coś edukacyjnego.
Gada i gada. A ja nie zawsze wiem o co chodzi.
Zwłaszcza jak się skupiam na tym co mi karze robić.
Myślicie że takie przekładanie pyrek do michy albo marchewek to łatwe jest?
Nie ma opcji.
Ciężka praca takie gotowanie.

Ale zupę polecam zwłaszcza zmarzluchom bo fajnie rozgrzewa.
Mama czasem nawet do brzucha mi daje na rozgrzewkę jak ze spacerku wrócimy.

Chcecie przepis?

To macie:

dynia, tak około 1 kg300 g marchewki1 pietruszka z 0,5 kg ziemniaków2-3 cebule1 puszka mleka kokoso…

Oczami mamy: Jesienne zabawy

Obraz
Lilka bardzo lubi (zresztą nic dziwnego skoro ja też) różne prace ręczne.
Roboczo mówimy na to plastyka.
Zastanawiając się jak ugryźć tą cała naszą edukację poszłam tropem pór roku.
Wszak nasze życie, zwłaszcza teraz na wsi, jest im podporządkowane.


 Na lodówce mamy kalendarz, który codziennie wyznacza nam nowy dzień, który uczy Lili właśnie pór roku i pogody. Codziennie zmieniamy datę, dzień tygodnia, sprawdzamy czy nadal mamy jesień i jaką pogodę za oknem. Bardzo polecamy. Fajna sprawa. Kupiliśmy jakiś czas temu a teraz wykorzystujemy na maksa. Sprawdźcie co jeszcze oferuje Pomysłowa Mama bo trochę tych pomysłów ma.  A my chętkę na inne jej pomysły. No ale powoli.





No ale nie o kalendarzu miało być a o jesiennych zabawach.
Lilka z jednej strony lubi różnorodność. Ale z 2 strony lubi przewidywalne rzeczy. Nie łatwą sprawą planować dla niej zabawy. I jeszcze próbując w te zabawy wpleść jakieś edukacyjne aspekty. Choć w sumie jestem zdania, że sama zabawa w sobie jest tak naprawdę ważna…

Deszcz

Obraz
Hejka, 
jutro piątek i w sumie mama powinna coś na skrobać skoro sobie te piątki tak wymyśliła ale dziś jej daruje. Siedzi w tych kartonach, worach i próbuje nam życie umeblować jak najszybciej. Najpierw pakowała a teraz w drugą stronę. Mi czasem trochę się nudzi bo trochę mniej czasu mają dla mnie. Tak wiem chwilowo. Muszą poukładać żebym miała gdzie się bawić. W sumie mój pokój już prawie ogarnięty. I dobrze bo pogoda tak się popsuła, że masakra. Dziś leje i leje a wczoraj wiało, że głowę urywało. Ale i tak na chwilę udało się wyjść na spacerek. A dziś nie ma co trzeba będzie wypróbować kaloszki. A teraz muszę mamę pomęczyć o rosnące farbki. Obiecała że rano pomalujemy takim cudami.  To nara.
Lilijka
P.S. Poproszę mamę, żeby wrzuciła na Insta farbkowe sprawozdanie.

Oczami mamy: Lagom

Obraz
Dziś będzie do znudzenia o tym samym.
O złotym środku.
O cieszeniu się chwilą.
O celebrowaniu tu i teraz.
Tak wiem tak do znudzenia o tym tu piszemy.
Ale co jakiś czas tak mocno mocno życie o tym nam przypomina.
W tym tygodniu przypomniało parokrotnie. Nam i naszym znajomym.


Bo kiedy w piękny jesienny słoneczny dzień poszliśmy z Lilką  szukać kasztanów do parku a skończyliśmy na placu zabaw. Bo nawet wtedy kiedy jakaś mama ostentacyjnie zabrała swoje dziecko z tego samego placu zabaw bo bała się o swoje maleństwo. No wiadomo Lilka zaraża niepełnosprawnością, robi krzywdę albo nie wiem co jeszcze. No ale mniejsza z tym. To nie o tym miało być.  I kiedy Lilka całą sobą cieszyła się tą zabawą. Kiedy próbowała tymi nogami machać, żeby się bujać. I wtedy kiedy kopała koparą wielką dziurę. Tak po prostu jak inne dzieci. To to było szczęściem. Wtedy kiedy obudziliśmy się następnego dnia i uświadomiliśmy sobie, że to już osiem lat Lilka jest z nami. To to jest szczęście. Bo to cudne osiem l…

Oczami mamy: Odporność

Obraz
Lilka to centrum naszego Wszechświata nie da się ukryć.
Jej zdrowie i forma to nasze zdrowie i forma.
A że o jej zdrowie musimy dbać wyjątkowo to i duże wyzwanie przed nami.

Odporność to jeden z tematów, który nam spędza sen z powiek od lat.
Lilkowe choroby sprawiają, że wcale nie łatwo o wysoki poziom tej odporności walczyć.
Przez lata szukamy złotego środka.
Wyniszczenie organizmu chorobą, pobytami w szpitalach, na przychodnianych korytarzach, problemy z odżywianiem, "zamknięcie w domu", ogromny stres dla organizmu... to tylko część podstawowych spraw z którymi walczymy na co dzień.

Przez lata, z różnym skutkiem, udawało się nam to raz lepiej raz gorzej. Niektóre sprawy były nie do przeskoczenia. Ale powoli małymi krokami idzie ku lepszemu. Kiedyś nie było szansy, żeby wracając z przychodni nie złapać czegoś. Czy przebywając w jednym pomieszczeniu z osobą, która czasem nawet nie wiedziała, że dnia następnego będzie chora, nie złapać czegoś. Był czas, że żyliśmy pod kloszem…

Lenistwo?

Obraz
Tak nie chodzę do szkoły. Ba nawet szkoła już do mnie nie przychodzi. Nie jeżdżę na turnusy. Nie katuje się milionem godzin rehabilitacji itp. cudów. Dziwne nie?

Wszystkie dzieciaki taki jak ja orają jak rolnik w żniwa. Leniwa pewnie jestem. Starym się nie chce. Szkoda hajsu.
Wręcz przeciwnie. Dzień w dzień odwalam taką robotę ze nie jednego bym zawstydziła. Starzy odwalają równie dużą.

Kasy fakt trochę szkoda zwłaszcza ze skutki bywały opłakane. (Niektórzy pewnie pamiętają powroty z turnusów przez szpital na przykład). A i tak kupę pieniędzy pochlania to co zapewniają mi poza ta cała orka. Bo to nie tak, że nie ma rehabilitacji, logopedii czy innych 
cudów w ogóle. Rodzice się szkolą. Zatrudniają specjalistów. Przychodzą ludzie i pracują ze mną. Konsultują. A to hajs. Ale wydawany tak hmm z głową. Pod moje potrzeby.

Każdy człowiek jest inny. Każdy potrzebuje czegoś innego. Mój poziom energii/many/czy nazwij to jak chcesz jest raczej niski. Szybko się męczę. Zmęczenie powoduje napady. Napady cofaj…